Category Archives: Z życia agencji

AdWords – o tym każdy wiedzieć powinień

Często słyszymy „Zróbcie nam kampanię w google – chcemy sprzedać X tego czy Y tamtego w ciągu Z m-cy.”

Ach te Adwords’y – my też je lubimy, ponieważ możemy wówczas:

- sami tworzyć treści do Twojej kampanii, ubierając ją w adekwatne do tekstu słowa kluczowe, a także wykluczyć zbędne słowa klucze nieodpowiednie do  treści reklamy i grupy docelowej

- wyznaczyć zakres Twojej reklamy według danego miasta, regionu bądź kraju

- wyświetlić Twoją lokalizację, która oprócz samej reklamy będzie ukazywać się w formie mapy na stronach Google i w Miejscach Google

- sami ustalać razem z Tobą budżet, jaki chcesz  zainwestować w reklamę w Adwords

- prognozować Twoje wydatki i stale je kontrolować,  a także śledzić wyniki skuteczności zastosowanej przez nas reklamy i korygować strategię działania praktycznie natychmiast.

Fajnie, fajnie, jednak najpierw razem musimy przejść przez kilka etapów poprzedzających emisję AdWords. Warto, aby każdy z nich został dobrze przemyślany i właściwie wykonany, dlatego:

1. Przygotujemy dobry landing page na Twojej stronie www
Reklama w Google może składać się z dowolnej ilości kampanii a każda z nich z dowolnej ilości reklam. Zoptymalizujemy Twój landing page, aby jak najlepiej współgrał z emitowaną reklamą w celu poprawy współczynnika korzyści do poniesionych kosztów emisji. Dlatego najpierw określimy cel biznesowy kampanii, właściwe słowa klucze oraz zmodyfikujemy odpowiednio treści na Twojej stronie www  lub stworzymy je od początku. I przejdziemy do etapu następnego:

2. Stworzymy atrakcyjną reklamę
Reklama Adwords powinna przykuć oko Twojej potencjalnego klienta oraz ułatwić mu dotarcie do interesującej go informacji.  System Adwords oferuje różne mechanizmy, które wykorzystujemy,  aby przełożenie kosztów reklamy na korzyści było zmaksymalizowane.  Budując reklamę tak wykorzystujemy jej elementy aktywne, aby zachęcić osobę szukającą treści do jak najszybszego skontaktowania się. Kiedy mamy już przygotowany zestaw reklam

3. Założymy profil Google+ dla Twojej firmy
Profil Google Plus jest wizytówką firmy w sieci wyszukiwania, która umiejętnie zarządzana umożliwia nam pełne wykorzystanie potencjału Google jako współczesnego środka popularyzacji marki jak i błyskawicznego nawiązania kontaktu . Możliwe będzie odnalezienie firmy w nawigacji samochodowej, interesujących miejscach Google, powstaje też wizytówka firmy w wynikach wyszukiwania na mapie. Ponadto podobnie jak w konkurencyjnych usługach Facebook, klienci mogą utrzymywać kontakt z Twoją firmą, a także wyrażać swoje opinie.

Koszt Twojej reklamy zależy od strategii jaka zostanie przyjęta. Reklamy Google wykorzystują mechanizmy sprawiedliwej gry. Nie płacimy za emisję reklamy lecz za skorzystanie z niej przez odbiorcę – kliknięcie. Sami ustalamy stawkę za kliknięcie oddzielnie dla każdej frazy kluczowej. W ramach usługi prowadzimy monitorowanie pozycji reklamy i ustalanie na bieżąco strategii w celu optymalizacji kosztów.

I abyś nie odniósł wrażenia, że kampanie AdWords może i są skuteczne, ale niekoniecznie kreatywne , zobacz jak AdWordsami bawią się marki na całym świecie .

Monika Michalik

Client Service Director


Tagged , , , ,

Przychodzi baba do lekarza, odcinek 1

Przychodzi baba do lekarza.
- Co Pani jest?
- Jakbym wiedziała, to bym tutaj nie przychodziła, prawda? (Co za baran! – myśli  baba.)
Powyższy dialog oddaje charakter pierwszych kontaktów klienta z agencją reklamową (czy też marketingową). Klient wie, że musi zrobić coś, żeby zwiększyć sprzedaż lub też zatrzymać jej spadek. Sięga wtedy po Wujka Gugla i do 10+ firm, które mają w nazwie „agencja reklamowa”, wysyła enigmatyczny brief, zakończony stwierdzeniem w stylu: „liczymy na kreatywne rozwiązania”, „proszę się nie ograniczać” lub też podstępnym „jesteśmy otwarci na nieszablonowe propozycje”. Agencja czyta brief, czyta go jeszcze raz, i jeszcze raz, i zachodzi w głowę „co poeta miał na myśli, pisząc, żeby ofertę zawrzeć w tabelce w excel’u?”
Zostawmy na razie brief, wróćmy do baby – pierwszym krokiem na linii klient-agencja jest diagnoza sytuacji. Tak jak lekarz musi wiedzieć, co leczyć, tak agencja musi wiedzieć, jaki problem ma rozwiązać. Boli noga? Przyjrzyjmy się nodze. (Boli brzuszek? Trzeba było sobie wczoraj darować modżajto po siedmiu piwach.)
Często klient oczekuje diagnozy ze strony agencji, a potem wydaje o niej opinię. Brak jest tutaj logiki, na zasadzie:
- Babo, masz platfusa!
- Wcale, że nie mam! Moje nogi – wiem lepiej!
Można i tak. Przecież pan doktór może się mylić. OK – może. Bardziej racjonalne jednak wydaje się zasięgnięcie „drugiej opinii” – czyli diagnoza dokonana przez inną agencję. Mamy wtedy porównanie wniosków wysnutych na podstawie tych samych danych. Jeżeli są zbliżone, to jest duża szansa, że jest jak jest, czyli tak właśnie, jak te agencje „muwiom”;).
Stara chińska mądrość mówi, że jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Czy agencja ma prawo zażądać honorarium za wystawienie diganozy? Według analogii medycznej: ma – przecież idąc do lekarza płacimy za wizytę, bez względu na to, czy później zasięgamy drugiej opinii.
W kręgach około-marketingowych przyjęte jest (typowo nielogicznie), że nie, agencja ma to zrobić za darmo, a jak jej się poszczęści, to na otarcie łez dostanie zaproszenie do przetargu na zaprojektowanie banneru internetowego trzy piksele na trzy. W skrócie: kasy nie damy, bo nie.
Z drugiej strony, niechęć do wydawania pieniędzy na takie diagnozy może mieć uzasadnienie, jeżeli popatrzymy na to z tej perspektywy: skąd mam wiedzieć, że jest to wiarygodna diagnoza?
Ha! No właśnie. Skąd? Pytanie jest z tych trafionych – odpowiedź nieco zbija z tropu. Ano, nie wiesz tego, drogi marketerze, bo wysłałeś brief do kilkunastu agencji, co oznacza, że nie miałeś czasu na zasięgnięcie języka o żadnej z nich.
Życie pokazuje, że klienci agencji reklamowych wolą oceniać rozwiązania niezdiagnozowanych problemów. Na pewno łatwiej i taniej porównywać atrakcyjność pomysłów na nowe logo czy zdjęć na reklamach (ta pani ma fajniejszą fryzurę niż na reklamach od agencji dylu-dylu-marketing-reklama-kasetony) niż oceniać agencje pod kątem ich kompetencji do wystawiania diagnoz. Być może klienci agencji uważają, że w ten sposób oszczędzają pieniądze – nie wydają ich na „kosztowne” mambo-dżambo, co go nikt nie rozumie, wszystko idzie w realizację. Zapominają o ryzyku, że operacja się udała, tylko pacjent nienaturalnie sztywny.
Konkluzja razy 2+1
1. Uczciwie sprecyzuj, czego oczekujesz od agencji. Jeżeli potrzebujesz diagnozy, jasno to powiedz w briefie. Oszczędzisz czas i pieniądze – sobie i agencjom. Ci, którzy będą mieli coś do powiedzenia, coś powiedzą (tutaj smutna wiadomość: duża szansa, że będą chcieli za to kasę). Tych, co będą opowiadać dyrdymały, od razu wywalisz za drzwi – wyczujesz ich po zwrotach typu „teraz każda firma (tu wpisz co tam one bełkoczą, typu „ma konto na fejsie” lub „tłituje, bo to robi bazz wokół brandu”) oraz modnych prostokątnych okularach (nie, no, sorry – z tymi okularami pojechałem).
2. Ogranicz liczbę zapraszanych do przetargów agencji do maks. 5 – czas, który w przeciwnym wypadku spędziłbyś na wysłuchiwaniu tego, co się komu wydaje (np. że teraz musicie mieć nowe, różowe logo, bo trend teraz taki), możesz poświęcić na prześwietlenie tych agencji, które potem zaprosisz do złożenia ofert. Może się nawet okazać, że będzie chwila, żeby z nimi porozmawiać przed przetargiem. Jest wtedy duża szansa, że trafisz na taką, z którą będziesz chętnie współpracował przez kolejne lata, a może nawet w kolejnej firmie. I co tu dużo ukrywać – spijać śmietanę dzięki ich ciężkiej pracy (o krwi i łzach nawet nie wspomnę).
+1. Jeżeli diagnoza jest niezrozumiała, to rzeczywiście można sobie odpuścić – nie ma to tamto (wtedy zwróć uwagę na okulary – serio, serio).

Tomasz Zdybel
Strateg

Tagged , , ,

Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść… niepokonanym!

W życiu agencji reklamowej, w Mediafocus również – zdarzają się sytuacje, gdy dla dobra brandu Klienta oraz własnego wizerunku trzeba podjąć decyzję o rezygnacji z realizacji projektu. Jest to szczególnie trudne, gdy podskórnie czujemy i wiemy, że produkt dobrze rokuje i wiemy co zrobić, by z sukcesem wprowadzić go na rynek.

Jakiś czas temu zostaliśmy poproszeni o przygotowanie strategii wprowadzenia na rynek nowego, unikalnego serwisu/aplikacji rozrywkowej. Współpraca zaczęła się doskonale, Klient – otwarty na nowe i niekonwencjonalne rozwiązania, budżet – racjonalny i rozsądny, oraz to co agencja lubi najbardziej: wolna ręka jeśli chodzi o strategię i stronę kreatywną. Niestety w trakcie prac kreatywnych stało się najgorsze. Po stronie Klienta ilość osób decyzyjnych zwiększyła się o 300% i padło stwierdzenie, które zmroziło nam krew w żyłach. „Słuchajcie, mamy alternatywny pomysł oparty na tym, co nas samych śmieszy”.

W tym przypadku kilkutygodniowe prace miałyby się skończyć realizacją takiego oto pomysłu: młodzi ludzie w wieku 18-25 lat, użytkownicy smartfonów, inteligentni, lubiący dobrą zabawę mieliby przyjść do klubu tylko po to, by smażyć mortadelę (sic!) lub szukać słoików i puszek paprykarza w krzakach w Sopocie… Jeśli do tego dodamy brak podziału kompetencji, niezwykły upór w zmianach grupy docelowej, budżetu, idei oraz właściwości samego serwisu / aplikacji – otrzymamy katastrofę. I to jest ten rodzaj katastrofy, pod którym na pewno nie chcielibyśmy się podpisać:)

Przychodzi bowiem czas, kiedy trzeba podjąć decyzję. Akceptować, organizować, działać. I wierzyć w projekt. Jeśli tej decyzji zabraknie, a za nią pójdzie brak budżetu, czasu oraz zaangażowania i wiary ze strony Klienta – realizacja zlecenia nie ma sensu. Wiemy, czego chcemy. Znamy swoje możliwości, lubimy wyzwania. Musimy też mówić „NIE”, kiedy wiemy, że realizacja zlecenia przyniesie szkodę Klientowi i… nam. Wtedy możemy spać spokojnie. Czego i Wam życzymy.

Ania Kowalska
Account Manager

Tagged , , , , , , , , , , ,

Wiosna w Słupsku i płaskie obuwie

Morza szum, ptaków śpiew, słońce za oknem – wszystko wskazuje na to, że w końcu nadeszła wiosna. Szczęściarze ze Słupska i okolic mogli powitać ją już tydzień temu, podczas eventu Wiosenne Inspiracje. Na 2 dni Centrum Handlowe Jantar zamieniliśmy w centrum nowych trendów, kusząc obecnością ultramodowego gospodarza wydarzenia, stylistką Joanną Horodyńską. To był strzał w 10!

Już w piątek z rana, z Gdańska wyruszyły 3 auta wypełnione po brzegi: lustro, krzesła, stoły, żelazko, zasłony, nici, igły czy okazałe ilości kopii zapasowych dokumentacji – to tylko niektóre z atrybutów Ekipy do zadań specjalnych. Reprezentacja Mediafocus była zdecydowanie najbardziej kobiecą spośród ekip realizujących event (biorąc poprawkę na obecność kolegi Krzysztofa)  – określenie „słaba płeć” wyraźnie straciło na aktualności… Obcasy? Jakie obcasy:) Zapotrzebowanie na płaskie obuwie znacznie przerosło nasze oczekiwania, a każdy kilometr przebiegnięty po Centrum na myśl przywodził jedno: gdzie są moje kapcie?

Nic to jednak przebiegnięte kilometry czy zwiększone zapotrzebowanie na płaskie obuwie, kiedy na myśl o evencie na usta cisną się nam słowa: „TO BYŁO COŚ”. Przepiękna scena, a na niej niestandardowe pokazy mody – bo przecież kto widział modeli tańczących na wybiegu? Metamorfozy – 2 Klientki odmienione od stóp do głów, które przeżyły jeden z najciekawszych dni w swoim życiu.  Bitwa na Style – czyli wszystkie chwyty dozwolone w walce o lepszą stylizację. Na czas. Niezwykłe aromaty serwowane przez Jolę Słomę i Mirka Trymbulaka – goście wracający po kolejne porcje informacji i specjałów to najlepsza rekomendacja. Do tego roześmiane buzie dzieciaków ochoczo tańczących na scenie z Dance Avenue. Każdy taki uśmiech, każde wzruszenie, każdy wyraz zainteresowania publiczności i uznanie najemców – są najlepszą nagrodą dla organizatora i dają energię do dalszego działania. O satysfakcji już nawet nie wspominamy:)  Oj,działo się!

Polecamy się:)


Tagged , , , , , , , , ,

Nie znamy się…

Nowa strona Mediafocus na świecie! : ) Może więc nadszedł czas na wyprawę na daleką północ, by dowiedzieć się co nieco o psich zaprzęgach? A może zapiszemy się na kurs profesjonalnego pozowania i spróbujemy dorównać długowłosemu bohaterowi z krawatem i wąsikiem. Jest to oczywiście ekstremalnie trudne zadanie, jeśli więc się nie uda, może nauczą nas tam chociaż kilka strasznych póz i wróble nie będą już sobie z nami robić co im się zachce!

Jeśli staliście się fanami naszych historyjek o tym, na czym się NIE ZNAMY, wiedzcie, że niedługo będą kolejne:) A jeśli jednak wolicie to, na czym się znamy, tym bardziej zapraszamy. Jesteśmy Mediafocus i zajmujemy się skutecznym marketingiem. Miłego oglądania:)

www.mediafocus.pl

Tagged , , , , , , ,